W oceanie wszechświata płynę
niesiona falą pożądania
życia jako takiego.
Smakuję słoność codzienności
unurzanej w zapomnieniu.
Przelewam słowa wytarte
za częstym używaniem
do zaśmiecania pustki.
Trwam w tęczy
którą kropelki idei
malują
na promieniach nadziei.
Wypatruję brzegu
spełnienia.
Mewy zrealizowanych celów
przysiadają na masztach
złudzeń.
Mówiąc: już nie daleko.
A ja wiecznie głodna
zamykam oczy,
śnię sen spotkania
istoty trwania
w nienazwanem.