Drżę, jak struna napięta do granic pożądania.
Anioł nie uwolni z pożaru wolnej duszy.
Drżę, w garniturze zszytym z konwenansów
odgradzam się od wolności odczuwania.
Drżę, w oczy zagląda mi strach.
Wolność kosztuje.
Boję się, że uwiedziona zapłacę za zapomnienie.
Dług będę spłacać do śmierci targana ludzkim odrzuceniem.
Drżę, otulasz mnie ramieniem. Przy tobie mogę być sobą.
Bezpłatnie.