Kropla rozlała się w ocean
Dotarłem do brzegu nieskończoności
Nie miałem łodzi
Fale jak tsunami wypiętrzały się w niebo
Ogrom oceanu przytłaczał
Ja wiecznie spóźniony
Klamki zapadły zanim chciałem coś zrobić
Woda otoczyła mnie
Ja tonę, cały czas tonę
Nie znikam z kalendarza zdarzeń
Tylko tonę
Wieczne upadanie
Syzyf bez nadziei
Uszczypnij mnie
Ugryź
Nie pozwól
Mgła iluzji rozwiewa się …..
Ścieram kroplę rozlaną na stole
Jest za pięć dwunasta
Klamka nie zapadła
Wszystko może się zdarzyć
Powstałem
Wspinam się
Na szczycie
Buduję na nowo
Swój dom
Dom, gdzie zaproszę przyjaciół
Dom, gdzie zagości sztuka
Gdzie piękno zakwitnie
Jak wiosenny kwiat
W promieniach słońca