Miałam w życiu wiele trudnych doświadczeń. Mogły mnie przytłoczyć. Wyszłam obronną ręką. Zrobiłam więcej: wykorzystałam swoją indywidualność jako potencjał do rozwoju, odkryłam swoją niszę. Chciałam robić doktorat z psychologii, profesor mnie pół roku zwodził, by potem zrezygnować, jego zachowanie było chamskie. Rozczarowałam się elitą, miałam wyobrażenie, że wejdę w krąg ludzi mądrych, o dużej kulturze osobistej, trafiłam na cwaniaków. Podjęłam decyzję, że „przeskoczę wszystkich”, by nie musieć brać udziału w wyścigu szczurów. Przeskoczyłam. Przeskakiwanie może być niekorzystne, bo współcześni mogą nie mieć potencjału, by nas docenić, bo pozostali za bardzo z tyłu. Ja zaryzykowałam. Ryzyko było podwójne: niezrozumienie i ryzyko finansowe. Nie mam mieszkania, nie mam wypracowanej emerytury. 20 lat życia poświęciłam na pracę badawczą. Nie publikowałam, bo cały czas doskonaliłam swoje spostrzeżenia. Nie publikowałam, aby nie ponosić kosztów transakcyjnych, nie tracić energii i czasu. Moja praca jest ogromna. Ktoś mnie zapytał: po co aż tyle, przecież mogłam zadowolić się mniejszymi osiągnięciami? Powody były dwa. Po pierwsze chciałam maksymalnie wykorzystać swój unikalny potencjał, moja droga rozwojowa jest nie do powtórzenia. Drugi powód był praktyczny: dokonane odkrycia umożliwiały odkrycia kolejne, bez konkretnych odkryć nie byłoby innych. Moja praca nie mogła być zrealizowana przez grupę badaczy, jak ma to miejsce w nauce. Każdy mój wgląd zmieniał struktury mojego umysłu, ja cały czas akomoduję swoje spostrzeżenia. Bez tej ustawicznej akomodacji, która przenosi mój umysł na nowe poziomy nie doszłabym tu, gdzie jestem, nie byłabym zdolna do odpowiedzi na pytania fundamentalne, ukoronowanie mojej pracy badawczej.
Warte przeczytania.
PolubieniePolubienie