Uciec potępieniu

Dryfuję ku wirom życia upodlonego
Zniosły mnie ku nim słabości
Szacunek zamknąłem w butelce
Godność zabiłem w złości

Trwam w pustce czuć już nie zdolny
Karmiony cieniem nadziei
Że na dnie będę już wolny
Od pogardy i beznadziei

Męczą mnie złe duchy
Owoc mojego zwątpienia
Wołam choć świat jest głuchy
Na jęki mojego cierpienia

W pustce ulicy żebrak stary
Spluwa mi z wzgardą pod nogi
Jam ten, co uciekł kary
W nałóg co stał mi się drogi
……………………………………
Umierałem, gdy zjawił się On 
Rzekł cicho podając mi dłoń
Zaufaj … jesteś w ciągłej zmianie 
Uwierz, że lepszym się staniesz

Rozbij butelkę nałogu
Szacunek powróci
Nakarm dziecinę godności
Popatrz jeszcze oddycha

Przeproś zranionych w złości
Niechaj odejdzie pycha
Buduj z rozwagą od nowa
Dom, gdzie zaprosisz miłość

Niech znikną puste słowa
Niech czyny tworzą zażyłość
Zaufaj, 
Los nam codziennie otwiera drzwi


Dodaj komentarz