Wielu badaczy staje przed przysłowiową ścianą poznawczą. Ja staję przed ścianą codziennie, mam pustkę w głowie. Wówczas wsłuchuję się w ciszę. Pojawia się słowo, kilka słów. Zapisuję je. Powtarzam je w myślach. Pojawiają się zdania, które zapisuję. Na początku były to bezsensowne zdania, mam 2 notesy bezsensownych notatek. Pozwoliłam sobie na nieracjonalność: zapisywanie bzdur. To był trening chwytania intuicji na granicach świadomości. Kiedy zaczęłam chwytać sensowne wglądy? Chwytany obecnie zlepek słów nadal jest bezsensowny, ale ma potencjał inspiracji, on wzbudza natchnienie, ukierunkowuje proces myślowy. Nauczyłam się podążać w kierunku wzbudzonym przez uchwycony strzęp znaczeń. Postuluję, że w momencie, gdy wiedza niejawna dojrzeje, kłębi się pod powierzchnią świadomości, możemy schwytać jej przebłyski. I jeśli podążymy za tą inspiracją, uwolnimy wiedzę niejawną, jednocześnie ją formułując. Ja na poziomie odczuć wiem czy dojrzałam do rozwinięcia pytania poznawczego. Wiem, że dojrzewam, bo rozwijam obecnie tematy wcześniej uznane za niemożliwe do opracowania. Ściana to blokada w umyśle świadomym, liniowym. Umysł podświadomy jest sieciowy, więc jak mamy blokadę na jednym łańcuchu sieci, możemy podążyć po drugim. Dlatego ja zawsze definiuję pojęcia w obecności innych pojęć, by obejść ściany poznawcze.