Zagadnienie w tej postaci jest dla mnie całkiem nowe. Choć w innej postaci już się pojawiało. Tytuł rozdziału inspiruje: szukam sposobów zarządzania poznaniem. Nie tworzeniem reprezentacji poznawczych, czy komunikatów, a poznaniem, czyli czymś co pośredniczy między prawdą, a wiedzą. Zdefiniujmy poznanie. Poznanie to uchwycenie obrazu rzeczywistości. Nie wiedza o rzeczywistości, bo ona wymaga kodowania. Temat trudny. Standardowe definicje poznania są inne, skupiają się na procesie tworzenia wiedzy, reprezentacji poznawczych, a to już zawiera kodowanie, które może zniekształcać. Poznajemy w niezapośredniczonym pojęciami kontakcie z rzeczywistością. To stwierdzenie sugeruje, że wynik poznania jest zapisywany w wiedzy niejawnej, ona nie ma pojęć. Te tezy wymagają udowodnienia, to są domysły. Niemowlę poznaje przez dotyk, przez wkładanie do buzi. Nie ma słów. Pojawiają się słowa, niemowlę kojarzy słowo ze znaną sytuacją, tworzy własny język, rozumie dorosły. Pojawia się am – jeść. Postuluję, że słowo w percepcji niemowlęcia pojawia się później. My mamy gotowe słowa. Pamięć robocza, świadoma przypisuje znane słowo napotkanym fenomenom. Rozpoznajemy fenomen po kilku cechach charakterystycznych, często błędnie. Mamy różne odmiany fenomenów, które wkładamy do tej samej przegródki znaczeniowej. Zubażamy, zniekształcamy poznanie. To podejście jest ekonomiczne, oszczędza zasoby. W codziennym życiu wystarcza. W pracy badacza szkodzi. Zarządzanie poznaniem może być proste. Wystarczy wejść w kontakt bez nazywania, doświadczać na różnym poziomie, w różnych kontekstach. Wiedza niejawna będzie się wzbogacać, później nasieniem (pojęciem z przestrzeni badawczej) wzbudzimy skojarzenia i uchwycimy je. Teraz możemy tworzyć reprezentacje poznawcze, bo fenomen w czystej postaci zapisał się w wiedzy niejawnej.