niewybrzmiałe do końca echo
dni minionych
cieniem kładzie się
na dzisiejszych wyborach
przeszłość więzi duszę
w klatce
nieprzeżytych do końca
emocji
wlokący się
na pozór układnie
dzień
miernego charakteru
z werbalną agresją
ukrytą pod płaszczykiem
dobrego wychowania
brak krytycyzmu
do siebie
stacza mnie
na szczyt samouwielbienia
niby od niechcenia głoszonego
na wszystkich rynkach świata
zawiść ludzka
puszcza
przekazywaną z ust do ust
plotkę
wirusa
nic nie zatrzyma
potem tylko
biegunka wizerunku
leci jak popadnie
znacząc śmierdzący
ślad w historii
zamglonych używkami
zdarzeń
w oparach absurdu
wykończony
padam na twarz
nie wiem
tak naprawdę nic
o sobie
PR, co prawda
nadmuchał
mój profesjonalny obraz
tylko ta biegunka
wypróżnia mnie
ze znaczenia
spuszczam wodę
spływa ze mnie
pewność utkana z półprawd
wychodzę z klopa
zgarbiony
pod ciężarem kłamstwa