Ludzie chcą przynależeć do grupy, dzielić wspólne wartości i doświadczać tych samych emocji, bo to tworzy emocjonalną falę, na której płyną ponad bólem własnych problemów. Jednoczy ich wspólny wróg. Wspólna nienawiść jest dla nich bardziej pożądana niż zimne, abstrakcyjne liczby afer. Tak odreagowują napięcia wynikające z codziennych problemów. Ludzie przeciętni wybierają emocjami. Ludzie odrzuceni przez tych, którzy uważają się za lepszych skupiają się wokół populistów, którzy wmawiają im, że są ważni. Do ludzi z twardego elektoratu argumenty nie przemawiają, bo czerpią psychiczne korzyści z przynależności do określonej grupy wyborczej, które tracą wraz z opuszczeniem grupy. Oni kierują się emocjami, nie rozsądkiem. Tylko elektorat z centrum można przyciągnąć proponując konkretne rozwiązania. Są jeszcze wyborcy outsiderów, którzy kierowani ślepą nadzieją wybierają nowych, nieumoczonych. Można ich odciągnąć pokazując, że Ci nowi też są umoczeni, więc nadzieja na zmianę jest płonna. Mogę tylko wystosować apel: wybierajmy rozsądnie i wymagajmy od wybranych dbania o nasze interesy. Emocje są złym doradcą, bo są celowo indukowane, by nas złapać na wędkę iluzji.