Słowa, język ograniczają i ukierunkowują. Przez słowa nie podążamy za prawdą, idziemy za znaczeniem narzuconym przez słowa. Słowa stoją na przeszkodzie dotykania prawdy. Słowa są znane, badana prawda jest jeszcze nieznana, a my ją zamykamy w znanych słowach.
Ja myślę bez słów, poniżej poziomu świadomości, umysłem sieciowym. Słowa są w umyśle świadomym liniowym. Prawda jest sieciowa. U mnie słowa pojawiają się na końcu. Uchwyciłam zrozumienie i muszę je nazwać. Wcześniej, przy pracy nad PSTeorią, wielokrotnie zmieniałam sformułowania definicji i postulatów, nie byłam niewolnikiem słowa. Jeśli opis zgrzytał, zmieniałam go, doskonaliłam do momentu aż nie zgrzytał. Teraz, kiedy uzupełniam tylko dziury, białe plamy w mojej strukturalnej mapie rzeczywistości, rzadko poprawiam.
Studiowałam w dorosłym już życiu psychologię społeczną na SWPS. Egzaminy były testowe. Myślałam wtedy rękoma, każdą opcję odpowiedzi odzwierciedlałam ruchami dłoni i wybierałam tą, która nie zgrzytała. To było szybsze. Myślenie dłońmi było etapem pośrednim pomiędzy myśleniem słowami, a myśleniem bez słów. Teraz nie umiem myśleć dłońmi, teraz myślę bez słów.