W USA zmienia się paradygmat rządzenia: dobro wspólne jest wypierane przez kaprysy i słabości ludzi władzy. Ktoś mnie zapytał, czy osobowość ma wpływ na politykę? To zależy, czy politykiem jest showman, narcyz, czy mąż stanu. Mąż stanu jest narzędziem pozytywnej historii. Mam pewną cechę: szukam w zdarzeniach pozytywów, by je przekuć w sukces mojego celu w przyszłości. Co jest pozytywem rządów Trumpa? Lekcja. On musi zepsuć świat, światową pozycję USA na tyle, by to zauważył przeciętny wyborca. By antysystemowcy zauważyli bezsens swoich oczekiwań. Systemy nie są idealne, ale jeśli mają wszyte mechanizmy kontroli zachowują równowagę w powolnej ewolucji. Uderzenie w system, złamanie systemu to rewolucja. Rewolucja, jak historia pokazuje, jest zawsze źródłem cierpienia i zniszczeń. Rewolucja niszczy szacunek do zasad. Bez zasad wygrywa egoizm i słabości. Dodam coś nieoczekiwanego: świat od czasu do czasu potrzebuje wstrząsów, by się wyrwać z samozadowolenia i zweryfikować priorytety. Tylko wstrząs wymusi zmiany. Tylko bezsensowna śmierć porusza tłumy, które dla zaspokojenia potrzeby bezpieczeństwa godzą się zrezygnować z części wolności. Małe pożary są pozytywne, bo czyszczą las z łatwopalnego materiału. Taki proces samooczyszczania chroni las przed dużymi pożarami, które mogą dokonać totalnego zniszczenia.