Wybieramy multitasking, korzystamy, pozornie. Co prawda kontrolujemy kilka procesów jednocześnie i w pewnych zawodach jest to korzystne, ale pozostaje ale… Przy multitaskingu nie ma czasu na refleksje i uczenie się, tylko reagujemy.
Wybieramy Tik Toka i scrolujemy. Jesteśmy na czasie. Karmimy głód dopaminowy bezwartościowymi treściami, które nie mają czasu, by się rozkrzewić, kreując potencjał intuicji. Tylko szybka dopamina, nic więcej. Nałogowcy szprycujący się social mediami.
Oglądamy filmiki wykreowane przez AI. Ja odczuwam fałsz, przerywam oglądanie, bo one ogłupiają. Są płytkie, ale dają dopaminę, więc wypierają trudniejsze, realne, które wymagają wysiłku, które są treningiem umysłowych mięśni. Umysł nie wygląda, można błyszczeć memami. Wystarczy?
AI daje gotowe odpowiedzi, zwalnia nas z szukania, nie uczymy się na błędach. Uczenie się na błędach to nie tylko wiedza, to budowanie mądrości prowadzącej do samodzielnego znajdowania rozwiązań optymalnych. Ale po co, AI da szybciej, AI da lepsze rozwiązanie.
Kontakt wirtualny jest w jednym wymiarze, kontakt realny w kilku. Nie uodporniamy się na kontakt, więc go unikamy. Stajemy się rośliną szklarniową, tylko zamiast ścian są ekrany.
Nie mamy czasu na nudę, która została przez mądrość ewolucji wykształcona w konkretnym celu. By nas zmusić do szukania informacji. Kiedyś każda informacja miała wartość dla przetrwania, teraz zatruwamy umysł informacyjnymi śmieciami.
Nie ma czasu na pracę podświadomości, social media kradną nam czas, energię, potencjał.
Idiociejemy hurtowo.