wychodzę na scenę
muzyka nastrojowo gra
na naszych emocjach
poranne preludium
on wchodzi
obrzuca mnie uśmiechem numer 4
zatem pokłócił się z żoną
dzień będzie spieprzony
on musi zbyt napięte EGO rozluźnić
krawat uwiera mnie pod szyją
duszę się
mam dzisiaj pilne zlecenie do skończenia
o cholera… znów wchodzi
– qrwa znowu nie skończone
gniecie wczorajszy raport
dla którego zarwałem 2 nocki
na niemy protest rzuca przez ściśnięte wargi
– jak Ci się nie podoba to się zwolnij
biorę się na odwagę
– żona Cię opieprzyła, więc się odgrywasz
rzucam mu ustną harmonijkę
– masz graj
zagrałem nie fair, nie był przygotowany
w poradnikach nie pisali o ataku harmonijki ustnej
osierocony Janko Muzykant wychodzi
czytał jak być skutecznym szefem
nie wyszło bo człowiek spotkał się z człowiekiem
kumpel uśmiechnął się do mnie
wygładziłem pognieciony raport
odniosłem go na biurko szefa
który patrzył na harmonijkę
z niemym pytaniem na skonsternowanej twarzy
dlaczego nic nie gra
przecież czytał JAK
czytał
życie mu przeszło obok
rozwijając się w nieprzewidywalny wzór