Po pierwsze ma struktury kościelne, w ramach tych struktur prawicowy wyborca czuje się bezpiecznie. Po drugie ma silną tożsamość, która się nie zmienia. Po trzecie z powodów poznawczych unika zmian obyczajowych, rozumie tylko proste komunikaty. Liberałowie i lewica wnoszą nowość, więc są odrzucani. Prosty wyborca niekoniecznie ma tożsamość prawicową, on nie rozumie lewicy, więc głosuje na tych, których rozumie.
Zatem lewica i liberałowie muszą oswajać społeczeństwo z nowością, nie narzucać, a tłumaczyć i przyzwyczajać. Lewica i liberałowie muszą zaproponować struktury, w których wyborca może uczestniczyć, na przykład kluby. Wyborca potrzebuje tożsamości, liberałowie i lewica muszą zaproponować silną tożsamość, nie wymoczkowatych gejów. Lewica i liberałowie tolerują mniejszość LGBT+, ale jako całość nimi nie są, więc nie mogą, ze szkodą dla siebie, przejmować i propagować ich tożsamości. Ta tożsamość jest słaba, nieatrakcyjna. Tolerować – TAK, ale – NIE utożsamiać. Prawica obecnie utożsamia lewicę z grupą LGBT+, a to jest szkodliwe, bo odrzuca potencjalny elektorat. Silna lewica to również bezpieczeństwo społeczności LGBT+. Zatem moja propozycja nie jest atakiem a rozwiązaniem.
Lewica i liberałowie muszą dać wyborcom propozycję nowej, silnej, atrakcyjnej tożsamości. Nie wiem czy włączającej tożsamości? Tożsamość to z definicji zamknięcie. Jak się otwierać w granicach, na naszych warunkach? Włączać, a nie tworzyć gett? Zapraszać pracowników, a nie klientów opieki społecznej. Jak? Jeszcze nie wiem.