Próbowałam czytać książkę „O mądrości.. Eseje mistrzów”. Książka naukowców dla naukowców. Oddałam. Jeśli mędrcami byli niewykształceni myśliciele, to mądrość musi być prosta, nieskomplikowana. Trudna, bo nieosiągalna dla każdego. Zatem mądrości nie osiągnie każdy, ale każdy może kroczyć ścieżką mądrości.
Mamy wiedzę. Potrzebujemy wiedzy czynnej. Uczymy się stosowania zdobytej wiedzy w rozwiązywaniu problemów.
Mamy teorię. Potrzebujemy doświadczenia. Uczymy się poprzez działanie.
Mamy uczenie się na błędach. Potrzebujemy refleksji nad przyczynami i skutkami błędów.
Mamy obserwację. Potrzebujemy wiązać fakty.
Mamy rozmowę. Potrzebujemy inspiracji.
Mamy eksperta. Potrzebujemy rozwiązań.
Proponuję, by osoba krocząca ścieżką mądrości sama mierzyła się z problemami. Szukała rozwiązań, zbierała wiedzę, przeprowadzała symulacje mentalne rozwoju wydarzeń. W sytuacjach wysokiego prawdopodobieństwa nieodwracalnych szkód, w sytuacjach wymagających doświadczenia zdajemy się na fachowców, ale sami badamy sytuację na tyle, by rozumieć fachowca. Chodzi mi o to, by nie rezygnować z myślenia, zrzucając rozwiązanie na eksperta lub AI. Mierzenie się z problemami trenuje nasze „mięśnie umysłu”, nabieramy kondycji. Oddanie sprawy ekspertowi jest bezpieczne, gdy mamy wiedzy na tyle, by świadomie podejmować decyzje. Gdy zrezygnujemy z mierzenia się z problemami, zaczniemy się cofać. W wielu sytuacjach wystarczy starać się zrozumieć, w części skonsultować rozwiązanie z ekspertem. Wiele wiedzy praktycznej będzie nam brakowało, dobry hydraulik ma na swoim koncie setki rozwiązanych problemów, my mamy kilka filmików z YouTube. Więc nie chodzi o rozwiązywanie samodzielne trudnych problemów, a o mierzenie się z wyzwaniami, by nadążać za ekspertem. Co nam to da? Stabilniejsze poczucie kontroli i potencjał, by nie zostać zrobioną w bambuko blondynką lub w męskiej wersji oszukanym, wykorzystanym, naciągniętym na koszty białym kołnierzykiem.
Podstawową korzyścią z mądrości jest bezpieczeństwo.