Konserwatyści budują silną tożsamość na wartościach (celowo nie piszę trwałych wartościach, bo są to tylko wartości głoszone nie praktykowane), na wspólnym wrogu, na sprzeciwie, na tradycji, na wierze w Boga. Demokraci to ludzie rozwoju, ludzie konsensusu. Ich zmieniająca się tożsamość jest słabsza, nie ma czasu się utrwalić. Ludzie podświadomie boją się zmian, choć świadomie uznają ich konieczność.
Dlatego demokraci powinni wskazywać stabilne punkty odniesienia. Zdefiniować wartości naszych czasów dopasowane do wyzwań współczesności, wspierające w rozwiązywaniu aktualnych problemów i przekonać do nich społeczeństwo. Wspólnymi punktami odniesienia są potrzeby, zagrożenia, bezpieczeństwo, ojczyzna. Celowo rozdzieliłam zagrożenia od bezpieczeństwa, bo mamy odmienne strategie w pracy z tymi zjawiskami. Przed zagrożeniem musimy się chronić, bezpieczeństwo musimy budować.
Pojawia się konflikt. Jak pogodzić podejście proojczyźniane z podejściem prounijnym. To pozorna sprzeczność. Możemy być w strefie wpływów imperium, gdzie będziemy musieli się dostosowywać do żądań mocarstw (Nawrocki jest na smyczy Trumpa, nie jest traktowany jako partner), możemy współtworzyć strefę wpływu w ramach Unii Europejskiej, gdzie mamy głos i możemy negocjować decyzje.