Czas to otwarta przestrzeń do działania, „cisza” w której jest miejsce na nowe. My potrzebujemy przestrzeni, by coś się zadziało, w pełni nie ma miejsca. Szum życia codziennego wypełnia czas, męczy, ogłupia. Cisza oczyszcza umysł. Cisza uwalnia umysł do postrzegania rzeczywistości takiej, jaka jest. Pojawia się pojęcie: falowa natura czasu. Na szczycie fali pojawia się przesilenie, zanik pojawia się wraz ze studnią fali. Fali czego? Już wcześniej pisałam, że ja nie potrafię trwać w bezruchu poznawczym, krążę uwagą. Bo może uwaga jest falą, świat jest zbiorem fal. Bez fal, byłyby zaniki. Śmierć fenomenów. A dzięki falowej naturze świata mamy powroty na nowych poziomach. Tu pojawia się ciekawy postulat: fale są różnej natury. Pojawia się pojęcie: pulsacja o zmiennej amplitudzie istniejąca w przekroju wymiarów. Odleciany postulat. Inspirujący. Tu pojawia się argument: amplitudę fali zmienia przekroczenie granicy wymiarów. Hipoteza. Ciekawa. Uwalniająca przepływ umysłu. Zmieńmy postrzeganie. Ujawniane sformułowania nie muszą być poprawne, mogą burzyć spokój poznawczy, mogą wykraczać poza racjonalność. Mają jeden niezaprzeczalny atut: są inspiracją, otwierają bramy możliwości.