Karmę uznaję za konstrukt poznawczo-psychiczny. Mamy potrzebę sprawiedliwości i wiara w karmę (gdy ktoś uniknął kary) ją zaspokaja. Karma przywraca poczucie sprawiedliwości.
Karma uwalnia z potrzeby zemsty, więc przerywa spiralę przemocy. Wychowuje, bo jest karą lub nagrodą za zachowanie. Karma w potocznym rozumieniu to również nagroda i kara w życiu po życiu. Osoby wierzące w karmę losowe złe zdarzenie uznają za działanie karmy.
Zemsta i wiara w karmę to odmienne procesy. W zemście ustalasz działanie mściwe i je realizujesz, zemstą się karmisz, czynisz krzywdę. A karma to tylko upuszczenie pary dzięki czemuś, co się po prostu, niezależnie zdarzyło. Karma według mojego rozumienia nie istnieje, my tylko uznajemy pewne fakty za działania karmiczne. Gdyby karma istniała, to byłaby konsekwentna, a obecnie przydarza się tylko czasami.
W karmie nie chodzi o sens, a o przywrócenie poczucia sensu. Karma nie daje kontroli tylko przywraca poczucie kontroli. Zarówno poczucie sensu jak i poczucie kontroli są pozytywnymi zjawiskami. Poczucie sensu pozwala nam trwać w aktywności pomimo braku namacalnych sukcesów. Niektóre sukcesy wymagają poświęceń i czasu. Poczucie kontroli chroni nas przed bezradnością, która wysysa energię i spycha w otchłań.
Te rozważania skłaniają mnie do przyznania, że wiara w karmę jest korzystna. Wiara w Boga, też jest korzystna (nie piszę o przynależności do religii). Ale rozsądne osoby nie chcą karmić się iluzją. Kto jest rozsądniejszy, czy ten, kto odrzuca iluzję, czy ten, kto wykorzystuje iluzję w podtrzymywaniu dobrostanu? Czy ja wierzę w karmę? Ja wierzę w słuszność działań, bo one zmieniają świat na lepsze. Zatem żyję, dzięki słusznym działaniom, w zdrowszym środowisku. A to jakaś forma karmy.